Potęga imion – podejście interdyscyplinarne

W 1948 dwaj profesorowie Uniwersytetu w Harvardzie opublikowali badanie przeprowadzone na 3300 osobach, które dopiero co ukończyły studia, sprawdzając, czy ich imiona miały jakiś wpływ na karierę akademicką. Ludzie z niezwykłymi imionami, jak wykazało badanie, częściej od swoich rówieśników noszących popularne imiona porzucali naukę ze względu na niepowodzenia albo przejawiali symptomy zaburzeń neurotycznych. Mężczyźni o imieniu Mike dawali sobie radę, podczas gdy ich koledzy o imieniu Berrien mieli kłopoty z nauką. Rzadkie imię, jak przypuszczali profesorowie, mogło wpływać negatywnie na jego właściciela.

Od tamtego czasu naukowcy kontynuowali badanie skutków nadawania imion i w kolejnych dekadach odkrycia te zostały szeroko powielone. Jedna z analiz sugeruje, że imiona mogą wpływać na wybór naszej profesji, miejsca, w którym żyjemy, tego, kogo poślubimy, jak również mogą wpływać na to, ile zarabiamy, w jakie akcje inwestujemy, czy jesteśmy przyjmowani do szkoły albo do pracy oraz jak również determinować jakość naszej pracy. Imiona mogą nawet decydować o tym, czy dajemy pieniądze ofiarom katastrof: jeżeli początkowa litera naszego imienia jest taka sama jak imię, którym nazwano huragan, jak wynika z badań, jesteśmy o wiele bardziej skłonni wspomóc finansowo jego ofiary.

Zależność między imieniem a zachowaniem człowieka wynika w dużej mierze z ukrytego wpływu egocentryzmu: generalnie rzecz biorąc jesteśmy lepiej nastawienie do ludzi i rzeczy podobnych do nas. Ponieważ identyfikujemy się z naszymi własnymi imionami i inicjałami, logiczne jest, że wolimy rzeczy, które mają z nimi coś wspólnego. Na przykład, jeżeli muszę dokonać wyboru między dwoma markami samochodów, wybiorę Mazdę albo Kia, jeśli moje inicjały to KM.

Takie podejście spotkało się z falą krytyki. Psycholog Uri Simonsohn z Uniwersytetu w Pensylwanii zakwestionował wiele badań, które miały demonstrować ukryty wpływ egocentryzmu, dowodząc, że odkrycia te są statystycznymi fuksami, wynikającymi z nieodpowiedniej metodologii. „To jest jak magia” twierdzi Simonsohn. „Magik pokazuje sztuczkę a ty wiesz, że to nie jest prawda, ale mimo to zastanawiasz się jak on to zrobił? Wszystko jest kwestią metodologii.” Simonsohn pisze często w swoich pracach o tym, że częstotliwość z jaką obserwujemy pewne zjawiska może być nieprawidłowo interpretowana. Można by pomyśleć, że ktoś kto nazywa się na przykład Dan z większym prawdopodobieństwem będzie chciał zostać lekarzem, ale musimy się zastanowić, czy to, że tak wielu lekarzy nosi imię Dan nie wynika po prostu z faktu, iż jest to dość popularne imię, które równie dobrze z dużą częstotliwością można zauważyć wśród przedstawicieli innych profesji. Jeśli ma to miejsce, nie ma mowy o ukrytym wpływie egocentryzmu.

Wielu badaczy zmagało się z próbą oszacowania związku między wyborem imienia a osiągnięciami życiowymi. W 1984 roku psycholog Debra Crisp wraz z współpracownikami doszli do wniosku, że chociaż popularne imiona są bardziej lubiane, nie mają żadnego wpływu na osiągnięcie życiowe ludzi. W 2012 roku psycholodzy Hui Bai i Kathleen Briggs potwierdzili, że inicjały imienia w najlepszym wypadku w bardzo ograniczony sposób wpływają na naszą podświadomość, jeżeli w ogóle. Dalsze badania wykluczyły również wpływ imion na długowieczność, wybór ścieżki kariery i szansę odniesienia sukcesu, preferencje w kwestii małżeństwa czy naukowe osiągnięcia.

Jednakowoż nie można też twierdzić, że imiona nie mają żadnego znaczenia. Może trzeba jedynie inaczej zinterpretować ich potencjalny wpływ na ludzkie życie. W 2004 roku dwoje ekonomistów Marianne Bertrand i Mullainathan Sendhil przeprowadziło eksperyment: stworzyli 5.000 curriculum vitea i wysłali je w odpowiedzi na ogłoszenia o pracę, opublikowane na łamach bostońskich gazet. Korzystając z autentycznych aktów urodzenia wystawionych między 1974 i 1979 rokiem, Bertrand i Mullainathan ustalili, które imiona i nazwiska występowały z dużą częstotliwością wśród białych i czarnych mieszkańców Bostonu. Stworzyli w ten sposób dwie grupy imion, które określili mianem „brzmiących biało” (jak Emily Walsh czy Greg Baker) i „brzmiących czarno” (jak Lakisha Washington czy Jamal Jones). Następnie stworzyli dwa profile kandydatów: pierwszymi były osoby dobrze wykształcone, z bogatym doświadczeniem zawodowym, druga grupa, mniej atrakcyjna z punktu widzenia pracodawcy, to pracownicy z mniejszym doświadczeniem, gorzej wykształceni, z wyraźnymi przerwami i lukami w ścieżce kariery. Do każdego z pracodawców badacze wysłali w odpowiedzi na ogłoszenie 4 życiorysy: 2 sugerujące, że pracownik jest biały oraz dwa nawiązujące do korzeni afro amerykańskich, odnoszące się odpowiednio do pracownika doświadczonego i mającego braki w wykształceniu. Okazało się, że kandydaci o brzmiących biało imionach i nazwiskach byli zapraszani na rozmowy kwalifikacyjne o połowę częściej. Wyliczono, że biało brzmiące nazwisko może być odpowiednikiem 8 lat doświadczenia zawodowego. Jeden na dziesięciu posiadaczy biało brzmiącego nazwiska był zapraszany do dalszego etapu rekrutacji. W przypadku czarno brzmiących imion odsetek ten był niższy: jeden na piętnastu kandydatów o takich cechach otrzymywał telefon z zaproszeniem na rozmowę o pracę. Ten przykład pokazuje, że nie można wpływu imion całkowicie negować.

Ciekawe badania przeprowadzono również w Szwecji wśród imigrantów, którzy zmienili zdradzające ich korzenie słowiańskie, azjatyckie, bądź afrykańskie nazwiska, takie jak KovacevicMahomet na bardziej neutralne lub wręcz szwedzkie (np. Lindberg czy Johnson). Ekonomiści Mahmood Arai i Peter Skogman Thoursie z Uniwersytetu w Sztokholmie ustalili, że zmiany te wpłynęły pozytywnie na sytuację finansową imigrantów: z nową tożsamością zarobili średnio dwudzieścia sześć procent więcej niż rodacy, którzy pozostali wierni swemu pochodzeniu.

Imię sygnalizuje zatem pewne cechy etniczne, pochodzenie społeczne i pośrednio może przyczyniać się do pogorszenia lub poprawy jakości ludzkiej egzystencji. Skutki wpływu imienia i nazwiska na życie można zaobserwować na długo przed wejściem człowieka na rynek pracy. W badaniu przeprowadzonym na Florydzie między 1994 a 2001 rokiem przez ekonomistę Davida Figlio wzięli udział uczniowie z jednej ze szkół. Figlio wykazał, że na to jak uczniowie byli traktowani przez nauczycieli po części miało wpływ ich imię i nazwisko sugerujące lepsze lub gorsze pochodzenie społeczne. Lekceważące traktowanie, poświęcanie przez nauczycieli mniej uwagi prowadziło do uzyskania przez ucznia gorszych wyników w nauce. Ponownie okazało się, że uczniowie o imionach i nazwiskach sugerujących pochodzenie z nizin społecznych bądź afro amerykańskie korzenie byli traktowani mniej surowo, nie stawiano im wysokich oczekiwań, co skutkowało brakiem motywacji i gorszymi osiągnięciami. Figlio ustalił, że – dla przykładu – chłopiec o imieniu Damarcus uzyska gorszy wynik egzaminu z matematyki i angielskiego od swojego brata nazywającego się Dwayne. Z kolei Damarcus wypadłby dużo lepiej niż jego rówieśnik Da’Quan. Imiona sugerujące pochodzenie azjatyckie (przeciwnie niż w przypadku afro amerykańskich skojarzeń) sprawia, iż oczekiwania wobec dzieci obdarzonymi takimi oni mami rosną, uczniowie ci częściej wygrywają stypendia i są otaczani opieką w programach adresowanych do młodych talentów.

Przekład i opracowanie na podstawie: http://www.newyorker.com/online/blogs/elements/2013/12/why-your-name-matters.html?utm_source=tny&utm_campaign=generalsocial&utm_medium=facebook

Joanna Ozimska